niedziela, 29 lipca 2018

LAWENDOWA KRAINA...GDZIEŚ TAM

W zeszłym roku postanowiliśmy wraz z przyjaciółmi , że wybierzemy się przed ostatecznym zbiorem lawendy na pola lawendowe w okolicy Burdur.
Przy okazji mieliśmy odwiedzić przepiękne miasto antyczne Sagalassos oraz jezioro Salda, zwane też Maledivami Turcji.


O to Ispartanska "prowansja"...nie co tam niech sie schowaja klimaty francuskie wole Lawendowy Raj Isparty.. za mna jezioro Burdur.





zdjecia zrobione przez Huriye A...za 1 jestem jej szczególnie wdzieczna...uchwyciła mą DUSZĘ na znak naszej przyjzni pojawiła się tęczowa strzałka...to zdjecie 1 na milion!!!


Osobliwe i pełne uroku miejsca, Nic tylko wybrać się tam na dłuższa niż 2 dniową wycieczkę. Człowiek jak ma fajną ekipę ze sobą to się tam nie ma kiedy nudzić. 





                  
Zeynep A ( z Bodrum ) i ja załadowane na traktor...jak mnie traktor od dziecka dziwny nie jest to Zeynep  miała ubaw. Obie nas jednak zaskoczył fakt takiej oto podróży ...Zeynep to taka nasza śmieszka.

                                           Zapraszam do Sagalassos...zdj.(by Nuray Z. Istanbul)


                                                  Huriye i Oya ( z Bodrum )  ...zdjecie zrobiłam Ja :)







                                                            w oddali Jezioro Burdur.


                                                            Jezioro Salda@ Nika Kaçar
               
                   @Nika Kaçar

     
   











   zdj@Zeynep A. Ja ....



od lewej Huriye i Jej przyjciółka od dziecka Oya oraz Nasza Zeynep. @Nika Kaçar



                          zdj@ Zeynep A.


 od lewej Nuray ( autorka niektórych zdjęć z Sagalassos) Huriye Y ( Z Izmiru)  i Ja

                 






Ja i Ersin...ja mam aparat Huriye a  Ersin ma mój i się cieszy choć nie ma pojęcia co w rece trzyma :)                                                                zdj@ Zeynep A.

                                                                    


My wyjechaliśmy w sobotę rano i wróciliśmy w niedzielę wieczorem. 
Ja wróciłam nie z lawendą ( na nią mam alergię) lecz bogatsza o cudowne zdjęcia w lawendzie, a do tego kupiłam sobie czystą wodę różaną, którą używam codziennie jako tonik. Taką wodę można też używać do celów spożywczych, oczywiście o ile etykieta o tym stanowi.

Przyjechaliśmy do pewnej wioski, i tam ku naszemu przerażeniu załadowano nas na traktory i pojechaliśmy krętymi drogami w góry na lawendowe łąki. Cośmy się kurzu nawdychali to nasze :)


U stóp mięliśmy jezioro Burdur a stąpaliśmy między lawendowymi krzakami. Po szybkiej akcji zrób mi fotkę, i paru kadrach na potrzeby własne, zjechaliśmy do wioski na herbatę.Ja i Huriye chciałyśmy mieć jak najlepsze zdjęcia okolicy a Zeynep i reszta  towarzystwa była za fotografowaniem siebie.
Nam z Huriye też się dostało parę pozycji w lawendzie by się pochwalić, zmierzchem lawendowych warjacji :)
W wiosce można tam było zaopatrzyć się w rózne produkty z lawendy. Nie mieliśmy dość czasu na lawndowy bazar. W tym roku to nawet czasu mi brak by się tam wybrać. 




     @Nika Kaçar


Może w przyszłym roku ktoś z Was zechce sobie taką wycieczkę zrobić. Służę radą i pomocą w organizacji.

Wracam jednak do samej wycieczki.Na następny dzień pojechaliśmy do prześlicznego antycznego miasta położonego wysoko w górach,,,do Sagalassos. Perełka rzymskiej architektury antycznych czasów.
Sagalassos jest malowniczo położone i dobrze zachowane. Nadal trwają tam prace wykopaliskowe.

Po Saglassos jeszcze zatrzymaliśmy się na 2 godz, nad Jeziore Salda, słynne ze swego turkusowego koloru, To wysztko przez jego osadowy charakter. Sporo sodu i wapnia zawarte jest w podłożu co uniemożliwia pływanie głębiej w jezioro. Gdyż ma ono tendencje do wciągania delikwentów.
Jak się ugrzęźnie gdzieś w dnie to nie jeden nieroztropny przyłpłacił to życiem.




Po drugiej stronie jeziora , gdzieś tam mój kolega Isa czekał, że się ze mną spotka. Niestety mieliśmy do siebie za daleko. Potem on do Manisy a my do Izmirku wróciliśmy. Pogadaliśmy sobie przez telefon z resztą jak zwykle :) Do tej pory nie udało nam się zobaczyć a już rok minął ze 2 dni temu.


Piękne 2 dni w świetym towarzystwie, upały nie robią różnicy. Ważne jest z kim się podróżuje, byli i tacy co miałam ochotę ich wysadzić...np. panie z tzw. smietanki nie wiem jakiej stwierdziły, że kremy które sprzedawali rolnicy na targu lawendowym, są stanowczo za tanie i należy im podnieś cenę do 100 lira by zaczęły mieć popyt :) padłam po tym tekscie i cieżko się podniosłam...:)               




Dyscyplina co po niektórch pozostawiała wiele do życzenia. 
Grupa Turków to była. Oj nikomu nie życzę by na tak niesubordynowaną grupę trafił....to tak trochę jak kilka lat temu oprowadzać mi przyszło dziennikarzy z Estonii i Finlandii .Choć się przyjaźnimy na FB i widujemy tu w Turcji , to mieliśmy sporo stresu związanego z dyscyplina co niektóych indywiduów. Nawet przyszło mi moje argumenty wysokim tonem wygłąszać...:) o tej grupie opowiem Wam innym razem.
Widzę, że zbaczam z tematu. Pora zakończyć by wpis Was nie zanudził.




Ja Lawendowa Pani@Huriye Y.



                                    Pozdrawiam miło Nika 










sobota, 28 lipca 2018

ZAĆMIENIE KSIĘŻYCA 27.07.2018 ...Blue bloody Moon in Izmir

Planowałam na tą noc zupełnie coś innego, miałam być na imprezie Latino w hotelu Swiss Ephesus. Była to impreza zapoznawcza dla expatów, czyli obcokrajowców żyjących w Izmirze. Inter Nations to taka grupa wsparcia dla tych co chcą spotykać innych, którzy znaleźli się w podobnym położeniu geograficznym.

Miałąm być na Latino dance  a wylądowałąm w Parku Miejskim na Balçovie ( dzielnica Izmiru dość zielona i zlokalizowana częściowo nad brzegiem morza z laguna ).
Koleżnaka fotograf dzień wcześniej uświadomiła mi fakt , że takie zjawisko jak tej nocy 27 lipca nie powtórzy się już w naszej rzeczywistości. Ostanie miało miejsce ponda 100 lat temu. Jakżesz ja bym mogła przegapić taką sprawę?

Rozpoczęłam pełną mobilizację, naszym założeniem było dotrzeć do Parku przed wschodem księżycia i tuż przed zachodem słońca.Ja miałam bllisko godzinę dorogi do zrobienia w normalnych warunkach panujących na drogach. Autobus ...metro autobus.Kroki były takie iż mimo, że wyjechałam z zapasem czasowym czyli 1godz plus. to potem biegiem obładowana statywem torebką i kamerą 1.5 kg , musiałam zasuwać do parku i na kokretne miejsce, Podobnie moja koleżanka. Wyglądałyśmy zabawnie,

Postanowiłyśmy zrobić sobie fajny wieczór: Huriye przywiozłą piwo i brzoskwinie oraz orzeszki.
Było sympatycznie bo niespodziewanie przybył nam gość, fotograf amator i postanowił czekać z nami na zaćmienie. O zaćmieniu dowiedziała się od nas bo widział jak zawzięcie fotografujemy wschodzący  księżyc. Warunki pogodowe były niezłe ale mogłyby być ciut lepsze. Trudno było dostosować nam ustawienia w aparatach by uzyskać efekt z którego bylibyśmy zadowoleni.

Ojj jazda bez trzymanki :)...ale się opłaciło.


Sami oceńcie :





Canon 5D Mark II i tele obiektyw70- 200 mm 1:4 USM

Jak minął wieczór, siedzieliśmy patrzyliśmy to w gwiazdy to na księżyc ale w sumie wiecznie kopaliśmy w ustawieniach naszych kamer...kontrolujac co kto rzucił na FB lub istangram. Cieżka lecz niezapomniana noc w doborowym towarzystwie.

Tak , że z trudem zdąrzyłyśmy dobiec na ostatni transport....autobus odszedł dużo wcześniej niż 00.00 szczęście, że na tramwaj mogłyśmy liczyć. Huriye jechała tylko 2 przystanki a dalsze 4 i udało mi się wsiąść w ostatni autobus. Nawet nie liczyłam , że taki jest po 00.00. Tu w Metropolii Izmiru jest ciężko z transportem po godz.00.00 nie ma żadnego autobusu ani metra. Tramwaju też i do tego tylko przedłużono pracę IZBANU bo wymogliśmy to na Urzędzie Miasta ze względu na dojazdy z lotniska i na lotnisko na późne odloty.

Mam nadzieje, że choć trochę spodobają się me księżycowe eksperymenty.



Szczęśliwie dotarłam do domu jak Mars odsłaniał powoli Księżyc czyli ok 01.00 nad ranem.