poniedziałek, 21 lipca 2014

CO SIE STAŁO Z DAVULCU ....RAMADANOWYM BĘMBNIARZEM ?

Wydaje się może zabawne pytać co się stało z Bębniarzem, który w imię `tradycji` a raczej szybkiego zarobku, budził łomotem całą ulicę. Dobre by to było, gdyby wszyscy mieszkali w głuszy leśnej lub na pustyni i byli pozbawieni technologii XXI wieku. Jednak fakt jest taki, że jeszcze nie dobrnęliśmy do końca Ramadanu a tu bębniarza ani słychu ani,,,,no właśnie...dych jest bo go słyszę w oddali...ale nie na naszej MAHALE ( dzienicy)

Ja nic nie mam przeciw tradycji...pod warunkiem, że jej kultywowanie jest uzasadnione i nie uprzykrza życia innym.




CO SIĘ STAŁO:
Nie dokońca wiem co o tym myśleć.
Nie daleko jak 2 dni temu zaczęły się u nas seryjne słabe trzęsienia ziemi. Jednak to co dzieje się z Matką Ziemią jak najbardziej wpływa na zachowanie jednostek jej zamieszkujących.

2 dni temu Bębniarz wpadł wieczorem by pozbierać od ludzi   co wypracował skwapliwie waląc w bęben. Już wcześniej pisałam, że bębniarze nawet między sobą walczyli o terytorium. Musiał już wielu poirytować a do tego chcąc pozbierać datki od ludzi...zaczął tak walić w bęben i chodzić tam i  z powrotem, że ja dostałam już obłędu, a trwało to nieprzerwanie ponad 30 min. Widocznie nie dostał tego co chciał, dlatego tak przeciągał. Za jakiś czas usłyszałam rumor trzask i krzyki...ale nie wyjrzałam przez okno , bo byłam czymś konkretnym zajęta. Pomyślałam tylko, że ktoś kogo poirytował  wyładował się na nim.

Cóż chyba tak się stało bo od tego dnia nie mamy już tej tradycji na dzielnicy :) ale nadal ziemia się trzęsie ...pomiędzy 2.4 a 3.7. Takie uroki mieszkania w kraju o wysokiej amplitudzie sejsmicznej.




Myślę, że RAMAZAN 2014 przejdzie do pamiętnych. Nie tylko przez bębniarza ale i przez to co się dzieje w tej chwili na Świecie.

Już wkrótce  sprawozdanie z IFTAR kolacji na którą mnie zaproszono.

sobota, 19 lipca 2014

PODRÓŻ DALEKA W ZNANE -NIEZNANE...BY NIKA...BAYBURT BRAMY NIEBIOS CZY PIEKIEŁ ?

Ostatnimi czasy dzieje się tak wiele w moim życiu prywatnym i zawodowym, że z trudem nadążam za sobą. Najważniejsze to posiadanie niespożytych zasobów energii, które w miarę potrzeby będą się odnawiać tak jak to jest konieczne by pokonać szlaki, które nam życie wytycza.

Pracuje nad nowymi projektami. W końcu niedługo wejdę z nimi na rynek...a to już nie zabawa. U mnie wszystko musi być dograne co do najmniejszego szczegółu, a to jest niemożliwe jeżeli sama nie sprawdzę co i jak.


 



Na zaproszenie i pod namową mojego  wieloletniego przyjaciela, pisarza i profesjonalnego fotografa, wybrałam się wreszcie w region Wschodni Morza Czarnego. On tyle co skończył pracę nad kolejnym reklamowym projektem tego regionu a ja tyle co zakończyłam kolejne oprowadzanie. Czułam potrzebę wyrwania się z oków dat i nadchodzących kolejnych zleceń oraz zatłoczonych ulic Istambułu czy Izmiru. Podróż Wehikułem Czasu ,,,tak to nazwę, Ponieważ czas w tych miejscach płynie zupełnie odmiennie niż w Metropoliach. Tam czas płynie powoli i inaczej. Zupełnie inaczej.


 
                                                                     FERIDUN H.

Co robiłam...  zwiedzałąm poszczególne miejsca oraz  chodziłam po górach i jaskiniach. Feridun ( tak ma na imię mój opiekun) oprowadził  mnie po najskrytszych miejscach tamtego regionu. Feridun jest autorem książki BAYBURT. Jest najbardziej kompetentną osobą do oprowadzenia mnie. Zdarzyło się jednak, że i ja trochę go oprowadziłam po historii antycznej :) eee natura przewodnika wychodzi.



Sprawdzam trasy , które będę niedługo oferować tym, którzy szukają czegoś innego, czegoś bliżej natury ale nie rezygnując z antyczności.Tym, którzy w trochę turystycznie zdziczałych regionach nie będą żądać ode mnie wygód nie do zdobycia..ale w zamian otrzymają możliwość przeżycia przygody życia. Odcięcia się od technologii i zespolenia z pięknem przyrody.

Przebieg mej podróży celowo nie będę opisywać ze szczegółami. Wiem, że śledzi mnie wielu takich co chętnie by coś skopiowali. Dlatego zachowam nazwy pewnych miejsc dla siebie a w przyszłości dla tych co zdecydują się ze mną podróżować w czeluście nieznanego ale jakże pięknego zakątka.


                        MORZE CZARNE CZY EGEJSKIE...ALE LĄDUJĘ W TRABZON.


Podróż Istambuł Trabzon...wizyta w Klasztorze Sumela..znanego myślę wszystkim...


 









    KUCUK HAGISOFIA...MALA HAGIA SOFIA ...TERAZ JUZ MECZET A NIE MUZEUM...TRABZON



                                                              DOMKI RYBACKIE









Posiłek w Dolinie ZIGANA...w restauracji, która zaserwowała nam wspaniałe grilowane żeberka jagnięce i same wspaniałości. Właścicel okazał się być inżynierem technologii żywienia. Praktycznie wszystko ma własnej "produkcji" od roślinki po zwierzaka.
Tego posiłku do dziś nie zapomniałam a minął blisko miesiąc.

Trabzon przywitało mnie słońcem...to prawie nie spotykana rzecz nad Morzem Czarnym, które zwykle jest wzburzone.Tym razem przypominało taflę jeziora lun spokojne wody Morza Egejskiego.
Nieźle się zdziwiłam. W końcu nie leciałam tam po raz pierwszy.

Z lotniska odebrał mnie Feridun i tak rozpoczęła się nasza podróż przez górzyste szlaki i miejsca antyczne. Podróż, która dostarczyła nam ochłody od upałów, które panują w Istambule czy Izmirze albo Antalii. Podróż, która ukazała nam piękno gór i dolin, czeluści jaskiń  i błękit wschodnio -anatolijskiego nieba.





CO ZE SI€ W ŚRODKU LATA OGRZEWAM...W TRABZON TO KONIECZNE...ZIGANA...po wspaniałym obiedzie.




UPS TROCHE SIĘ ZJADŁO TYCH PYSZNYCH ŻEBEREK A POTEM DOPIERO FOTĘ...SORKI PADAŁAM Z GŁODU PO WSPIĘCIU SIĘ DO SUMELI.



                A  TU JUŻ OKOLICE BAYBURTU....



MAM TROCHĘ KG W NADMIARZE ALE WSPINANIE WE KRWI OD DZIECKA...TU WCHODZĘ NA 2200 M ...BO NA SZCZYCIE ZNAJDUJE SIĘ JASKINIA LODOWA.










            

PSTRĄG SMAŻONY NA MAŚLE...ZASŁUŻONY POSIŁEK WYSOKO W GÓRACH PO WIZYCIE W MUZEUM....a jakim to w następnym poście,,






        ZWIASTUN,,,,Z MUZEALNEJ SCENERII



CUDOWNI LIDZIE, KTÓRYCH SPOTKALIŚMY W TRASIE WYSOKO W GÓRACH...ZAWOŁALI NAS BYŚMY SIĘ ZATRZYMALI...MUZYKA NAS SKUSIŁA...TO BYŁA FANTASTYCZNA SPRAWA.


   PANOWIE OKAZALI SIĘ BYC OBROŃCAMI ZIEM PRZED SKAŻENIEM ICH BUDOWĄ CENTRALI ELEKTRYCZNEJ.. HES...CÓŻ NIEKTÓRZY Z NICH ZAPŁACILI ZA TO WOLNOŚCIĄ...o  tej sprawie kiedyś napiszę..



       YALYLA...TO SKUPISKA DOMÓW DREWNIANYCH...tam w lecie mieszkają pasterze...teraz widziałam już i betonowe skupiska. Są jednak one negowane przez tych co nie uznają innego niż drewniany lub kamienny dom. Natura i dary natury.






    











CDN.     PODRÓŻ DALEKA  W ZNANE -NIEZNANE...BY NIKA...BAYBURT BRAMY NIEBIOS CZY PIEKIEŁ ?     CZ I



czwartek, 17 lipca 2014

DARPHANE...TURECKA MENNICA PAŃSTWOWA


Turecka Mennica Państwowa za zgodą Polskiej Mennicy Państwowej wyemitowała pamiatkowe monety kolekcjonerskie. Powstały one by uczcić 600 Lecie Polsko-Osmańskich Stosunków Dyplomatycznych.

Monety są bite ze srebra PRÓBA 925 : koszt 348 TL ok 500 zł za zestaw. Zainteresowanych odsyłam do kontaktu z Mennicą w Turcji.















 Od 10 lipca 2014 do 10 lipca 2016 roku

 


http://www.darphane.gov.tr/tr/products.php?parent_id=197&content_id=198#content.php?parent_id=197&content_id=198


NAWET NIE BĘDĄC KOLEKCJONEREM WARTO MIEĆ TAKĄ  PAMIĄTKĘ

wtorek, 15 lipca 2014

RAMADAN W MIESCIE...

Jesteśmy gdzieś w ponad połowie Ramadanu, który zaczął się 28 czerwca. Z tego co zaobserwowałam to nie ma w Izmirze zbyt wielu ludzi trzymających post.
Wszystkie restauracje działają i sklepy też.
Nie ma większego zastoju w interesie jak tylko ze względu na okres wakacyjny. Połowa miasta wyjechała na wypoczynek. Druga połowa czy tego chce czy nie musi wysłuchać tradycyjnego bębna. W Izmirze nie zakazano tego co jest zupełnie zbyteczne i denerwujące. Inaczej to się ma w innych częściach kraju np. Istambuł. Tam to część restauracji pozamykana a meczety w piątki przeładowane. Cóż w Istambule bębniarz jest zakazany! Tak tam gdzie bardziej tradycyjnie...nie ma już tradysyjnego bębniarza...tr,davulcu a tam, gdzie nie ma popytu na tradycje davulcu szaleje po nocach.



                               MECZET W ORTAKOY...ISTAMBUŁ ...PO ODNOWIENIU.

            MAKIETA Z MUZEUM TECHNIKI R.KOCA,,,,SELCZUK ..koło EFEZU.


     CHWYCONE W BIEGU...JUTRO POSTARAM SIĘ O LEPSZE ZDJĘCIE...POSTNEJ MASY             NAMIOTOWEJ...:) ISTAMBUŁ...BESIKTAS

Zaczął się czas posiłków wieczornych tzw. IFTAR.  najczęściej  namiotowych.  Kto chce zaoszczędzić na wyżywieniu w tym miesiącu to idzie na taki darmowy posiłek, który organizowany jest przez Buyuksehir Belediyesi. Czyli Urząd Miasta Metropolii. Często gośćmi będą nie Ci co poszczą,,lecz Ci co wcale nie poszczą ale chcą się najeść za darmo.

Inną sprawą są firmowe Iftary, wtedy to szanujące się firmy, urzędy, zakłady...zapraszają wszelkich ważnych gości na wspólną kolacje. Tak można przez cały miesiąc od namiotu do restauracji...przewinąć się przez szereg przyjęć. Mniej lub bardziej wystawnych.

Ja wybieram się w środę wieczorem do jednej z nadmorskich izmirskich restauracji wraz z całą bracią kościelną tzn. ojcami Kapucynami i Dominikanami...na Iftar wydawany przez Morskie Służby Przygraniczne.

Sprawozdanie z tej kolacji Was nie ominie :)

wtorek, 27 maja 2014

KOLEJNY DŁUUGI TYDZIEŃ OPROWADZANIA PO ISTAMBULE....MAM JUŻ ZA SOBĄ...20-25.05.2014


27.05.2014 00:36

W tym tygodniu przypadło mi w udziale oprowadzanie samych sympatycznych grup oraz prywatnych turystów. Czystą i oczywistą przyjemnością jest dla mnie oprowadzanie uśmiechniętych i oczytanych ludzi. Z którymi można podyskutowac na różne tematy bez niesmacznych podtekstów w poruszanych tematach.

Wpierw grupa ze statku , sporych rozmiarów bo 55 osób i mój pomocnik przydzielony przez biuro, które zleciło mi oprowadzenie. Nie tylko obsługuję swoje grupy z statków wycieczkowych ale i wspieram agencje, którym trafiają się polskie grupy. Wracając do mego asystenta , to był nim Marcin bardzo sympatyczny student 3 siego roku prawa z wymiany Erasmus, który znalazł się do współpracy ze mną w drodze przypadku, lecz bardzo się ucieszył. Dzień upłynął nam na wspólnym zwiedzaniu i oprowadzaniu :) Ja wzbogaciłam się o sympatyczny kontakt z osobą na poziomie. Grupa w poznıejszym czasie okazala sie byc z lekka niezrównoważona. Pomimi napietego programu zwiedzania stale chcieli iść na Wielki Bazar i skrócic zwiedzanie, aby potem napisać , że mało zwiedzili. Widząc wszystko. Życie przewodnika uczy mnie pokory...jednak czasem źle mi to wychodzi.



Kolejna grupa to przesympatyczna ekipa z Panem Henrykiem, których oprowadzałam przez 2 dni. To była prawdziwa frajda. Lubię jak turyści wnoszą do mego życia radośc swoich dni. Wiele wiedzy, którą się ze mną dzielą przechowuję na konkretne momenty. Tutaj mieliśmy prawdziwą " burzę mózgów"...jak ja to uwielbiam ! :)