poniedziałek, 16 maja 2011

ANTALYA POZDRAWIA...A JA Z NIA...:)

DATA BLEDNA..TO POST Z 2009 ROKU Z WRZESNIA.

Uplynelo sporo wody od ostatniego mego posta. Coz...czas pedzi a ja...staram sie go zlapac za nogi co mi ostatnio nawet wychodzi. Co sie ze mna i u mnie dzialo ostatnio...wiele...bardzo wiele.

Wpierw wyjazd do Istanbulu i 7 dni z grupa Incentive 40 kilku psychiatrow i kilkoro nie psychiatrow ale osob im towarzyszacych. Coz nie bede opisywac szczegolow...ale bylo fantastycznie i nie tylko...to "nie tylko" to nie koniecznie fantastyczna czesc programu. Niech jednak pozostanie to we mnie.

Potem 2.5 dnia z 3 Polkami, ktore zlecialy do Istanbulu w interesach. Dwie z nich szalone i 1 spokojna...i ja na dokladke...ale byl mix.

Po Istanbule powrot do Izmiru na czas Ramazan Bayram, odwiedzinki z rodzinka z Izmir u rodzinki w Ayden( starszyzna), powrot i ekspress pakowanie na kolejny wyjazd.

Tym razem ruszalismy "Sladami sw.Jana i sw.Pawla " i juz po fakcie.Cosmy przezyli tosmy przezyli. Niestety nie zawsze atmosfera w grupie byla pielgrzymkowa. Uslyszalam kilka wrednych tekstow pod swoim adresem...co reszta grupy skwitowala, ze mam sie nie przejmowac bo ten pan/ pani tak ma. Coz mnie sie jednak pewne rzeczy w glowie nie mieszcza i nie pomieszcza sie nigdy. Grupa mila ale szczerze powiem...ciesze sie, ze juz wracam do domu. Bede tesknic za niektorymi tak serdecznie. Za innymi wcale...bywa.

Pisze z zalanej deszczem i burzowej Antalyi. Dzis wraz z Paulina ( pilotka) obserwowoalysmy burzowe pokazy. Nazwe je arcydzielem...dech nam zaparly malowane burzowe obrazy.Jak mi Paula podesle zdjecia to wzbogaca one juz i tak spora blogowa kolekcje. Ja nie wiozlam aparatu. Nie mialabym co z nim robic zwazywszy, ze jako przewodnik musze miec oczy dookola glowy. Paulina ma wprawna reka spisala sie na medal. Bardzo jej dziekuje bo byla mi pomoca i ostoja. Dusza towarzystwa. Dbala o to by nasze malo zdyscyplinowane stadko nie rozpierzchlo sie a takze swietnie animowala nasze towarzystwo pielgrzymkowe. BrAVO!

Ja wsluchuje sie w muze z pobliskiego baru. Graja live jedne z najpiekniejszych rokowych kawalkow tureckich.Wypita kawa nie pozwala mi zasnac.
Dzis odwiedzili mnie koledzy po fachu Ercan i Erdoğan. Jak sie dowiedzieli, ze jestem to po skonczonej pacy pojawili sie u mnie w hotelu. Cudownie bylo tak sobie pogadac choc krotko, to dlugo pozostanie to w mej pamieci. Tym bardziej, ze nie widzielismy sie od poczatku czerwca.

Jak bylam w Istambule to Bahattin( tez pzrewodnik w j. niemieckim) pedzil na "leb na szyje" midzy hotelami a meczem Beşiktaş do mnie na krotkie spotkanie. On na mecz sie spieszyl a na mnie turysci czekali...bo szlismy na Faje wodna:) Czas ograniczony ale najwazniejsze, ze sie spotkalismy. Teraz ponownie sie zobaczymy bo znow bedziemy w Istanbule w tym samym czasie.

Czekam na spotkanie Baho i na spotkanie z Edem...tajemniczym Panem, ktory znalazl mnie przez bloga(chwala mu za to) a zapowiada sie, ze bedziemy mieli sobie wiele do opowiedzenia. 40 min przez telefon to nic w porownaniu z rozmowa przy kawie:)

Od paru dni dzieje sie w moim zyciu wiele interesujacych rzeczy. Ciesze sie bardzo, bo nie lubie stagnacji. Choc ostatnimi czasy to raczej wypoczynku mi trzeba po tak intensywnym okresie. Jednak jeszcze troche musze wytrzymac. Jestem na etapie przygotowywania spec. programu na zlecenie jednego z biur polskich. Mam nadzieje, ze beda zadowoleni a klient tym bardziej. Nie bylabym soba jakbym nie wymyslila czegos oryginalnego. Zabrzmialam jak chwalipieta? ...to moze dlatego, ze jest sie czym chwalic...


Ok to na tyle ode mnie w telegraficznym skrocie z rozszerzeniem...:)

1 komentarz:

Nika pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.