wtorek, 1 lipca 2008

KERAVANSARAY...WIELBLAD I ....

" NIE MA NIE MA WODY NA PUSTYNI A WIELBLADY NIE CHCA DALEJ ISC..."



WROTA



WZOR MAURETANSKI NAD WROTAMI



MIEJSCA PARKINGOWE ..STAJNIA








WIDOK NA FRAGMENT MUROW NA DZIEDZINCU


Czas w takim razie odpoczac na trasie.Do tego sluzyly Kervansaraye.Karavana pochodzi od perskiego slowa kärvän czyli grupa podróżnych.Kravansaray to palac dla karavan przemierzajacych pustynne i niezaludnione tereny Azji mniejszej od Arabi Saudyjskiej przez Iran, Irak,Syrie az po Tracje i Konstantynopol czyli dzisiejszy Istanbul.Oczywiscie w celach handlowych.Grupe tworzylo sie ze wzgledow bezpieczenstwa oraz wiadomo, ze w towarzystwie razniej;)
Szlaki handlowe posiadaly karavansaraye co kilkanascie kilometrow tak by znurzone dluga podroza karavany mogly sie w nich zatrzymac i wypoczac.Kravansaraye byly budowane w ten sposob by byc jak najbardziej funkcjonalne.Budowali je zarowno Seldzucy jak i Osmanie.Wiele takich pieknych Karavansarayow stoi do dzisiaj i cieszy rowniez i nasze oczy.

KERAVANSARAYE budowane byly z kamienia, glownie trawertyny czyli piaskowca i dawaly upragniony cien i spokoj.Przestrzenie w takich palacach na szlaku byly bardzo istotne.Najwazniejsze bylo to, zeby wysokosc byla taka, iz kazdy moglby swobodnie sie czuc oraz by czesto wymagajacy szczegolnego traktowania czy skladowany towar mial odpowiedni dostep powietrza.

Do Keravansarayu wchodzilo sie na dziedziniec..wjezdzalo na wielbladzie badz koniu.Czesciej jednak na wielbladzie i parkowalo w przeznaczonym miejscu:)Wiadomo, ze wraz z keravana rozwniez i przewozony towar tam trafial.Dla towarow byl osobny depozyt, gdzie mozna bylo go zlozyc.zdeponowany towar oczekiwal do momentu wyjazdu danej karavany.Po zlozeniu towaru, podrozny szedl do przydzielonego mu pokoju na spoczynek.W centralnych miejscach keravansarajow istnialy kaplice modlitewne by tam, kazdy kto poczuje taka potrzebe mogl pokontemplowac.

Kervansaraye posiadaly pokoje goscinne..zwykle na pietrze oraz kuchnie i jadalnie do, ktorych wchodzilo sie bezposrednio z wew dziedzinca.

Standardowy czas goscinnosci dla karavany to 3 dni.Po tym czasie karavana powinna opuscic zajmowane miejsce by udostepnic je innej nadchodzacej juz karavanie.


Na naszej trasie na Kapadocje zajezdzamy w ramach programu do wlasnie takiego Keravansarayu, moim zdaniem jednego z najpiekniejszych jakie udalo mi sie do tej pory zobaczyc.Pochodzi z okresu Trukow Seldzuckich i nazywa sie Sultan Hanım.
Glowne wrota zdobia piekne rzezbienia w sytlu mauretanskim.Wchodzi sie na dziedziniec i po prawej stronie znajduje sie parking dla 4ero nogich pojzadow dzwigajacych...po srodku kaplica do, ktorej wychodzi sie na gore po schodkach...na wprost magazyny dla towarow, z waskimi podluznymi lukowato wykonczonymi oknami przez , ktore usiluja wedrzec sie niesmialo promyki slonca.Po lewej stronie pokoje i kuchnia z jadalnia.Kervansaray zachwyca swa monumentalna budowla od srodka bo z zewnetrznej fasady w sumie nie mozna wywnioskowac jakie cudo kryje za swymi murami.






DEPOZYT...MAGAZYN...SKLAD..JAK ZWAL TAK ZWAL:)

sobota, 21 czerwca 2008

ISTANBUL..ZYCIE W KORKU..TLOKU I OBOJETNOSCI..






Istanbul to Metropolia z 15 mln mieszkancow i co dzien przybywajacymi nowymi naplywowymi mieszkancami ze wschodu kraju , innych krajow i zewszad, gdzie sie gorzej dzieje..To Miasto snow jednych i horrorow dla innych.Miasto mozaika wszelakich kultur, religi i osobliwosci.Niesposob raz wjezdzajac do tego miasta pozostac obojetnym na jego urok i nie sposob rowniez opanowac nerwy...stojac w korkach po kilka godzin.Gdy w programie moich wycieczek wypada Istambul to mam juz dokladnie zaplanowane co do minuty, kiedy mam do tego miasta wjechac..by nie stracic 2ch godzin na stanie w korku i kiedy z niego wyjechac by uniknac "zaklinowania".Nie jest to wcale latwe bo nawet 5 min spoznienie, gdzies na trasie moze kosztowac mnie i moich turystow wiele godzin oczekiwania i powolnego przesuwania sie w roszadzie aut..nie sposob stac na jednym pasie musimy kombinowac jak sie wkrecic miedzy inne auta, ktore podobnie jak my ..staraja sie przemiescic jak najszybciej w kierunku Mostu na Bosforze..laczacym dwa kontynenty Azje i Europe.Taka ilosc populacji musi posiadac samochody by latwiej dostac sie do pracy.Latwiej nie znaczy szybciej..ta regula w tym miescie nie ma zastosowania jezeli chodzi o ruch uliczny.Co innego w metrze czy autobusach badz tramwajach..ludzie pedza, gdzies przed siebie..nikogo nie widzac i nie slyszac..jak roboty..automaty..byle zdarzyc na czas.Nawet jak tylko na zakupy..to tez sie pedzi bo to juz " w krew weszlo" praktycznie wszystkim mieszkajacym w tym szokujacym miescie.



Ulice, wiadukty, nowe pomysly na rozladowanie Starego miasta..i wszystko na nic..bo samochodow przybywa.
W tej chwili Japonczycy realizuja nowy projekt, ktory planowo ma byc zdany w przyszlym roku..jak wszystko dobrze pojdzie.Tym projektem jest tunel biegnacy pod Ciesnina Bosfor.Ma byc osobny wjazd dla pieszych i tramwajow oraz osobny dla samochodow, tak by w 5 min mozna bylo sie znalesc po ktorejs ze stron.Oby sie udalo to co Miasto planuje..oby..bo 3 mosty nad Bosforem nie wystarczaja..czy jeedn tunel zrobi, az taka roznice?

W ISTANBULSKIM PARKU



Usiadlam na lawce pod Platanem.
W Parku w Istanbule otoczona bizantyjskimi murami.
Spogladam ponad ich basztami,
W dal na kopule Kosciola Justyniana..dumna Hagia Sofie, ktora wznosi sie nad basztami strzelajac w Niebo
swymi minaretami...bedacymi dzielem Sultanow osmanskich.

Antycznosc i terazniejszosc spotkaly sie tu w Parku.

Siedze na lawce, wsluchana w szum tutejszych fontan.

Co chwila ktos, zmienia sie na mojej lawce.Ludzie przychodza i siadaja obok, by odpoczac i posluchac szmeru, wod fontanny jednoczesnie obserwujac kolorowych przechodniow...ı bawiace sie dzieci.
Sa tu i Mali Krolewicze, to ich Wielki Dzien...staja sie mezczyznami, pieknie wygladaj w swych satynowych pelerynkach i kapelusikach z porkiem.
W prawej dloni trzymaja berlo.

Glowna Aleja ludzie...podazaja w roznych kierunkach.
Nikt sie dzis nie spieszy..jest niedziela za murami skwar...tutaj cudowny chlod..w platanowym parku.Tutaj czas...plynie
inaczej...badzo wolno jakos.

Uciekam myslami do milych wspomnien i tego..ktory..

Mam za soba ciezkie dni wypelnione bolem i zalem.Tutaj jeste mi dobrze...

tak dobrze, ze juz tak 2 goodz. siedze w Parku pod Platanem.

Dzieki komus, kto dal mi tak wiele ...tak wiele z siebie.
I choc o tym nie wie jestem mu wdzieczna za to...bardzo...Dziekuje Ci...
Teczowy chlopcze.Gwiazdo z Nieba...nieograniczonego Wszechswiatu.

MOJA MYSL...ZLOTA ..CHYBA;)

Zycie umyka jak niedoscigniony wiatr..goniac za szczesciem..tracimy szanse cieszenia sie samym Zyciem...tym czym faktycznie jest..samym i samotnym tak jak my w tlumie ludzi i zdarzen.

piątek, 20 czerwca 2008

LOT BALONEM..EHH BALOONS..








Moj pierwszy lot balonem..odbylam w zeszlym roku na Kapadocji.Trudno sobie wymarzyc lepsze miejsce do takiego lotu, jak bajkowe krajobrazy, powulkanicznych skal tufowych..a w oddali blyszczacy w swietle wschodzacego slonca bialy, bo osniezony jeszcze szczyt, uspionego na zawsze(miejmy nadzieje)Wulkanu Erciyes.Wstalismy nad ranem bylo jeszcze ciemno ..zegarek wskazywal godz. nieco po 4 tej.Podjechal pod nas mini bus i zabral w teren ..tam , gdzie przygotowywano balony do lotu.Niestety zbyt cienko sie ubralam a bylo potwornie zimno.To tez wlasciciel balonow zaproponowal mi swoja zimowa kurtke..ktora z wdziecznoscia przyjelam bo "zeby mi szczekaly ".Poczestowano nas ciepla kawa i herbata oraz kanapkami.Kazde z naszej grupy wsiadlo do przydzielonego mu balonu.Mi przypadl kameralny 8mio osobowy lot.Wznieslismy sie 800m ponad tufowe kominy wprost do budzacego sie powoli Slonca.Sprzyjal nam wiatr, i posuwalismy sie wzdluz dolin i winnic Kapadocji.Przepiekna gra kolorow, ksztaltow i swiatla...napawalismy sie tym widokiem.W gorze obserwowalismy dziesiatki roznokolorowych balonow na lekko rozowo- niebieskawym niebie.Upojeni pieknem nawet nie zauwazylismy jak minelo 1.5 godz lotu.Udalo nam sie szczesliwie wyladowac, gdzies na polanie..kilka innych balonow tyle szczescia nie mialo.Na koniec otworzono "szampana" i rozdano nam dyplomy odbycia lotu balonem;)wisi u mnie na scianie.W tym roku planuje kolejny lot.Jutro wyruszam wlasnie tam do Bajkowego Swiatu.

środa, 18 czerwca 2008

OBJAZDOWKA czerwiec 2008




Wyruszamy na objazd..tym razem kameralna impreza tylko 11 osob ja i kolega po fachu.Jedzie ze mna bo ma poznac trase, ktora potem sam bedzie jezdzil.Program ramowy nie ulegl zmianie ale jego wykonanie zostawlo odwrocone tak by wszedzie zdarzyc.Mamy meczace trase do przebycia.Nie jest prostym dla nikogo przemierzyc blisko 2400 km w 5 dni.To oznacza jazde po 8-10 godz.w 2dni.
Nasz program przedstwial sie nastepujaco:W piatek rano wyjazd z Didimy potem zwiedzanie antycznego miasta Miletu oraz Efezu i miasta Selçuk.Nocleg w Kuşadası(ptasia wyspa).Kolejny dzien blisko 800 km do zrobienia kierunek Istanbul a na trasie dodatkowo zwiedzanie Pergamonu oraz homerowskiej Troyi w poszukiwaniu dawno juz znalezionego Skarbu Priama;)
Wszystko tak musialo byc dograne by zdarzyc na planowany przeze mnie prom o 17.tej
Zdarzylismy mimo, ze kierowcy pomylily sie skrety i troche musielismy objechac(wystarczyl moment mej nieuagi..mowilam do turystow)..zdarzylismy na ok 10 min przed odplynieciem promu.Uff jak nie to 1 godz. doszlaby nam na oczekiwanie kolejnego poloczenia.
Zdecydowalam , ze promem przeprawiac bedziemy sie w Çanakkale do Ecebat..unikalam ryzyka, ze za pozno przyjade by "zalapac" sie na prom Gelibolu Lapzeki.Przeprawa trwala ok 30 min i juz bylismy po drugiej stronie Ciesniny Dardanele i po europejskiej stronie Turcji.Z Ecebat czekaly nas jeszcze 4 godz. jazdy do Istanbulu, ktore z powodu zmeczenia wlokly sie nam niemilosiernie.Wreszcie dotarlismy do Istanbulu, poniewaz byla sobota wieczorem to liczylam na to, ze wjazdu do Istanbulu nie utrudnia nam korki.Mialam racje i wiele szczescia.Weekendowi kierowcy wyjechali z tego tlocznego miasta juz w piatek wieczorem..pooddychac swiezym powietrzem.
Dobra nasza bo jakos sobie tego nie moglam wyobrazic.Ta grupa byla szczesliwa grupa..wszystko nam sie ukladalo przez cala trase.Zbiegi roznych dziwnych okolicznosci..ale milych.
Po zakwaterowaniu w hotelu ..zjedlismy kolacje i poszli spac.Zmeczeni i wycienczeni..na drugi dzien czekalo nas zwiedzanie perelek architektury Istanbulu przewidzianych programem.Czesc z nas ze mna wlacznie zostala zerwana z lozka bladym switem przez piejacego bez opamietania koguta z ochryplym glosem.

poniedziałek, 16 czerwca 2008

DZIS ISTANBUL...OBJAZDOWKI 2008 DRUGI TYDZIEN W PELNI...cz.1 hotel

Do Istanbulu przyjechalismy bardzo pozno..byla godzina 22.15 w sobote.Majac za soba caly dzien meczacej podrozy oraz zwiedzanie dwoch miast antycznych jakimi sa Pergamon(Bergama) i Troja(Truva)wszyscy marzyli. by jak najszybciej znalesc sie w hotelu.Widok hotelu okazal sie byc nie mniejsza niespodzianka dla mnie jak i dla turystow.Po wjezdzie do Istanbulu bardzo szybko dostalismy sie do dzielnicy, w ktorej sie znajdowal.To co pojawilo sie przed naszymi oczami nieco nas przestraszylo a i co tu ukrywac zaskoczylo.Wejscie do hotelu przypominalo wejscie do sklepu albo co gorsza "domu przyjemnosci".Nad wejsciem na czarnej planszy znajdowal sie napis koloru bialo- czerw.Calosc nasuwala konkretne skojarzenia.Musze tez przyznac, ze nigdy nie widzialam by do hotelu wchodzilo sie po blisko 40 tu schodach do recepcji.Caly hotel prezentowal sie tak jak jego nazwa glosi XXX..artystyczny twor..wyszukanych korytarzy, przepasci w holu od parteru po piate pietro.Hotel ten to miejsce w sam raz by wyleczyc kogos z lekiem wysokosci na tyle skutecznie, ze juz wcale by nie wyszedl z pokoju.Po przydzieleniu przeze mnie pokoi nasza niewielka bo 13 os grupka starala sie dostac 2wiema raczej nie sprawnie dzilajacymi windami na swoje pietra.Przyciskajac guzik windy kilkanascie razy by zjechala a potem kilkanascie razy by wjechala tam, gdzie ja o to prosimy.Po kolacji szczesliwi, ze mamy gdzie spac udalismy sie na spoczynek.Pecha mieli Ci, ktorych pokoje wychodzily na podworko(w tym i ja)..z samego rana nim jeszcze Muezin zaczal nawolywac odezwal sie z podworka donosny i solidnie zachrypniety glos koguta..i od tego momentu kogut pial i pial z czestotliwoscia co 5 min..,az do 9.00 rano.Istny koszmar jezeli czlowiek zmeczony a tu jeszcze niepozbierany kogut z rozregulowanym zegarem biologicznym.Turysci przyjeli to raczej jako zabawe.Druga noc miala powtorzyc koszmar..ale o tym przekonalismy sie pozniej.
Sniadanie rano i bylismy gotowi do przygody z Istanbulem.Caly dzien zwiedzania..przebiegl w piekacym sloncu i tloku.Moj kolega po fachu na ma prosbe przejal grupe na czas odwiedzania obiektow..chwala mu za to.Potem grupa dostala czas wolny a ja staralam sie wykonac powierzone mi przez moje biuro zadanie...wyjasnienia koledze spraw organizayjnych na terenie Istanbulu.Tak czas minal do kolacji.Potem kazdy rozszedl sie w swoja strone.Ja tez.W ten dzien byl mecz reprezentacji Turcji z Czechami..kolejne gole i nie tylko.. krzyki dochodzily mnie z okien budynkow po przeciwnej stronie hotelu.Glosno bylo.Wygralismy jak zwykle "cudem";) 3:2..nie wazne jak..wazne , ze w ogole:)Na drugi dzien rano wyruszylismy w dalsze droge...do Didim..wczesniej jednak odwiedzilismy Bazar Kryty(Kapalı Çarşı)...blisko 4000 sklepow robi nielada wrarzenie na czlowieku.Mialam tez okazje choc przez pare minut spotkac sie z moim starym znajomym na kawce.Bardzo sie ucieszyl..no ja tez rzecz jasna.
(chyba)..

wtorek, 3 czerwca 2008

ZAKAZ PALENIA TYTONIU W MIEJSCACH PUBLICZNYCH



PALENIE W CIAZY MOZE SPOWODOWAC, ZE TWOJE DZIECKO BEDZIE WLASNIE TAK WYGLADAC.


PALENIE MOZE WYWOLAC GLUPOTE

19 tego Maja weszla w zycie ustawa o zakazie palenia tytoniu w miejscach publicznych oraz rzucania odpadkow po papierosach na chodnik.Grozi za to wysoka kara pieniezna.Osobiscie nie moge sobie wyobrazic, ktory Turek to wytrzyma.Turcy pala niesamowite ilosci papierosow na dzien.Wiekszosc z nich odpala jednego od drugiego.Zakaz narazie wprowadzono w bankach i innych instytucjach uzyteczosci publicznej oraz hotelech.W lipcu zacznie obowiazywac kompletny zakaz w restauracjach i kawiarniach nie wolno będzie palić na stadionach, boiskach, w taksówkach, pociągach oraz na promach.

Zakazy, ktorych nieprzestrzeganie grozi kara 62.7 YTL co rowna sie ok 31 euro dla niepoprawnego palacza, ktora przy zaplacie w terminie do 1 miesiaca od momentu ukarania obnizy sie o 15.2 ytl co da do zaplaty 42.5 ytl za kazdego wypalonego papierosa w miejscu zakazanym. Wlasciciele lokalu maja obowiazek zamontowac kamery.Palacze beda monitorowani.Splata kary moze byc rozlozona na 4ry rowne raty na 1 rok dla tych, ktorzy maja trudna sytuacje matrialna.
Do połowy 2009 roku znikna wiec typowe kafejki, gdzie można bylo zagrac w karty, w "tavle" i pic kawe po turecku w oblokach papierosowego dymu.Ochyda i marnotrastwo zdrowia i czasu..tutaj te kafejki nazywa sie papierniczym. Prezesi Stowarzyszenia Włascicieli Kawiarni i Restauracji alarmuja, ze ustawa obnizy ich obroty nawet o 35 proc.

Ze statystyk wynika, ze w 71-milionowej Turcji jest 25 mln palaczy, ktorzy wypalają 115 mld papierosow rocznie. Pali tu prawie dwie trzecie mezczyzn, czyli dwukrotnie wiecej niz w zachodniej Europie. Po tyton siega takze 11% dzieci w wieku 7-11 lat.


Oczywiscie nie moze sie tu obejsc bez obwiniania, tak wiec Turcy winia rzadzaca partie AKP o utrudnianie im zycia i dzialanie pod wplywem dyrektyw Uni Europejskiej.
Slychac nawet wypowiedzi, ze tak jak im szkodza dymy z papierosa tak niektorym Turkom szkodzi widok czlonkow parti rzadzacej AKP i kobiet w turbanach( z zakryta glowa)w miejscach pracy i na ulicach.Osobiscie popieram.

Ja sie ciesze bo jestem niepalaca i zawsze mialam problem zjesc w resteuracji cos bez siedzenia w oparach dymu papierosianego:)

poniedziałek, 2 czerwca 2008

FESTIVAL CZERESNI..IZMIR..01.06.2008




Wczoraj byla niedziela, ktora zapowiadala sie na zwykla i calkiem nieciekawa.Po sniadaniu zasiadlam do kompa, zeby troche popisac.Napisalam krotkie opowiadanie o swoich, jak zwykle przezyciach , ktore zajelo mi niewymiernie do swej dlugosci sporo czasu.

Okolo poludnia zadzwonili znajomi(mamy takie sobie kontakty) czy nie chcialabym sie z Nimi wybrac na Festiwal Czeresni, ktory odbywa sie co roku w wiosce Beleben nalezacej do Izmiru.Pomyslalby kto, ze az tak sie za mna stesknili;)wiem..uszczypliwa jestem.. ale to bylo mile z ich strony.
Nie zastanawialam sie dlugo, gdyz nie czynilam na ta Niedziele wielkich planow.Pozbieralam sie tak szybko jak moglam i pojechalismy w 5 tke (ich dwoje i 2ka ich dzieci) na Festiwal.Nie spodziewalam sie wiele po takiej imprezie ale musze przyznac, ze bylam mile zaskoczona moze za wyjatkiem wystepow estradowych i organizacji przeplywu mas;)

Nie do opisanie byl ruch uliczny jaki zapanowal w tej wiosce na jednej waskiej ulicy, wiodacj do innych ulic rozjazdowych; na mniejsze wioski.
Kierowcy samochodow z dwu pasmowej drogi, usilowali zrobic 4ro(fizycznie nie mozliwe) a do tego inni desperaci parkowali na poboczu i tak waskiej jak nitka drogi.
Niektorzy parkowali na polach rolnikow ..byle w cieniu..a inni malo nie pobili stawiajacej opor Zandarmerii, ktora byla odpowiedzialna za ruch i porzadek.Spiesze z wyjasnieniem; Zandarmeria to wojskowa jednostka prewencji tu w Turcji(tam gdzie Zandarmi tam Policja nie ma kompetencji).Wyraznie Zandarmeria powinna pomyslec wczesniej o zorganizowaniu jakiegos konkretnego zbiorowego parkingu by tam odsylac co chwila nadjezdzajace wozy.Niestety organizacja imprezy pozostawia wiele do zyczenia.Mialam wrazenie, ze raczej kierowcy tam rzadza a nie Zandarmii o zgrozo..co raz to jakis biegal za samochodem nawolujac do porzadku i wypisujac mandaty.Moze kogos zdziwic , ze zandarm moze mandat wypisac.Zandarmeria to organ niezalezny i stojacy ponad Policja.Szczegoly wyjasnie kiedys przy okazji.

Udalo sie nam "cudem" zaparkowac samochod gdzies na poboczu wciskajac go miedzy dwa inne juz tam stojace.Wygramolilismy sie z niego i udali na wcale nie krotki spacer spowrotem do uliczki prowadzacej na Festiwal.Spacer byl troche uciazliwy, gdyz odbywal sie w prawie 36C upale.

Weszlismy w waska uliczke zastawiona straganami, uginajacymi sie od kolorowych owocow i warzyw ale przede wszystkim, "Gwiazdy" numer 1 festiwalu Czerasni.Przystapilam do robienia zdjec by miec sie czym pochwalic potem na blogu;)
Jasne, ze wszyscy wiesniacy mieli mnie za turystke z europy..usmiechali sie milo do mnie i kiwali przyzwalajaco glowami, gdy pytalam czy pozwola sie sfotografowac.

Niektorzy z nich jak sprzedawcy Kokoreç(flaki jagniece z grila) czy Malz(muli) smiali sie i mowili, ze jak te zdjecia pokarze w intenecie to ich nikt do UE nie bedzie chcial ..po czym dodawali, ze i tak ich tam nie chca..a oni sami tez nie maja zludzen.Usmailismy sie, bo ja podobnie jak oni mam swoje zdanie na ten temat.Robiac zdjecia nie powiedzialam, w jakim celu je robie.Ale wies turecka jest tak "do przodu", ze prawie w kazdym domu znajduje sie komputer z internet.

Co mnie urzeklo, to to, ze wszystkie owoce, ktore rolnicy przywiezli byly prosto z drzewa.Kazdy prezentowal cos w czym sie specjaklizuje.Niektorzy z wiesniakow przygotowali cos z tradycyjnych potraw.Mozna bylo nie tylko kupic u nich ich produkty rolne ale i co tradycyjnego do zjedzenia.Nie zabraklo TEZ kebabu, czy ryzu z cieciezyca i miesem kurczaka.Byl tez Yayik ayran.To Ayran(pitny jogurt naturalny z odrobina soli) robiony tradycyjna metoda plemion Yürük , w takim worku z Juty zawieszonym miedzy 4ma palami, w ktorym sie go ubija drewnianym kijem...mhhh ten smak.Nie mozna go porownac z takim z fabryki Ayranem.Mowy nie ma.

Nie zabraklo i rekodziela kobiety z Izby Gospodyn Wiejskich.Mozna bylo kupic sobie cos naprawde fajnego.Malowane roznymi technikami drewniane wazony, skrzynki, wyszywanki i koronki robione spec.technika iglowa(sa tak cieniutkie, ze sprawiaja wrarzenie mgielki).
Podarzalismy zatloczona uliczka miedzy straganami na centralny plac Beleben, gdzie byla ustawiona scena, z ktorej dochodzil juz nas zewny spiew jednej z tzw.artystek.Nie bylabym soba, gdybym nie zaklasyfikowala sily glosu i czystosci spiewu artystki ze sceny.Coz Urzad Miasta nie zaprosilby artystow z prawdziwego zdarzenia na tak kameralna impreze.Za duze koszty.

Muzyke jaka grano i spiewano to ballady Tureckie, ktorych nie moze spiewac kazdy, dlatego starannie wybiera sie solistow..jednakze nie wiem jakie "wiatry przywialy" i kto powiedzial temu soliscie, ze ma talent.
Nie nalezy mylic ballad z arabeska czyli cos na ksztalt naszego disco polo i stylu "umpa umpa"..tego nie moze sluchac czlowiek z uchem wrazliwym na dzwieki.Jezeli chodzi o mnie to unikam sluchania arabeski, zeby sobie nie popsuc dnia.Oczywiscie bez arabeski zadna impreza nie bylaby impreza.Nie zabraklo i jej;)
Przez zla polityke promowania muzyki na kanalach tureckich, istnieje wsrod Turkow moda powszechna na arabeske.Arabeska stala sie nierozerwalna czeescia pseudo kultury tureckiej, gdyz nie jest ona tradycyjna muzyka turecka a raczej arabska disco z zawodzeniem.

Przeszlismy pod scene bo moi znajomi chcieli sie zabawic w rytmie dzwiekow swidrujacych uszy.Wiedza, ze nie lubie arabeski wiec tylko mnie bacznie obserwowali ..hhaha.Ja staralam sie robic dobra mine do zlej gry i jakos to przezylam.Moze spodziewali sie, ze eksploduje.Nie wiem.Sa gusta i gusciki i jak zwykli mowic Turcy " zevkler ve renkler tartışamaz" (nie dyskutuje sie na temat gustow i kolorow).Ja staram sie powstrzymywac od komentarzy.Co raz lepiej mi to wychodzi.

Po jakims czasie dolaczyli do nas znajomi naszych znajomych i po 2 godz. pobycie na Festivalu postanowilismy cos przekasic.Poniewaz w Beleben byl olbrzymi tlok zdecydowalismy sie pojechac do GÖLCUK usytuowanego na drodze do Izmiru czyli nad stawy by tam cos w spokoju i z dala od tloku i halasu zjesc.Nasze tureckie rodzinki zawsze przygotowane sa na piknik.Nie ma niedzieli, zeby sie nie piknikowalo.Osobiscie czasem lubie wybrac sie w dobrym towarzystwie na jakas lake na piknik ale zdarza mi sie to bardzo sporadycznie.

Wyladowalismy w przepieknym, zielonym miejscu nad stawami, gdzie plywaly kaczuchy i widoki zachwycaly swym pieknem.Dla mnie czlowieka, ktory widzi na co dzien troszke zieleni swoich kaktusow na balkonie i drzew sasiadow..takie miejsce jawilo sie jak bajka.Po mile spedzonym wspolnie czasie wrocilismy do domu.

Tyle mojej relacji z Festiwalu Czeresni.Zdjecia zalaczam do galerii bloga do ktorej mozna wejsc badz klikajac na pokaz slajdow badz w linka Nika Turcja Blog.Zapraszam do ogladania.

sobota, 31 maja 2008

HYMN TURCJI..ISTİKLAL MARŞI..

Nie obawiajcie się i nie bądźcie posępni,

purpurowa flaga nigdy nie wypłowieje.

Ona jest ostatnim niegasnącym ogniskiem naszego narodu.

Moja narodowa gwiazda zawsze będzie świecić,

ona jest gwiazdą mojego narodu i moją gwiazdą.


Nie martw się półksiężycu,

bo gotów jestem poświęcić się dla ciebie.

Uśmiechnij się nad bohaterskim narodem, czemu ten gniew
.
Jeśli będziesz zagniewany,

nasze bohaterskie przelanie krwi będzie nic nie warte.

Do wolności ma prawo swój naród,

który wielbi Boga i podąża za tym, co słuszne.

czwartek, 29 maja 2008

TURCJA DANE OGOLNE

DEWIZA POLITYCZNA: (hun.) Yurtta Sulh, Cihanda Sulh. (Atatürk)
(Pokój w Ojczyźnie, Pokój na Świecie)

Hymn: Istiklâl Marsi
(Marsz niepodległości)

Język urzędowy: turecki
Stolica: Ankara
Ustrój polityczny: Republika
Głowa państwa Prezydent: Abdullah Gül
Szef rządu Premier Recep Tayyip Erdoğan
Powierzchnia
• całkowita
• wody śródlądowe 36. na świecie
780 580 km²
0,3%
Liczba ludności (2007)
• całkowita
• gęstość zaludnienia 18. na świecie
71 160 0001
92 osób/km²
Powstanie: Imperium osmańskie: 1299
Turcja: 29 października 1923
Religia dominująca: Islam
Jednostka monetarna Nowa lira turecka (YTL)
Strefa czasowa UTC +2 – zima
UTC +3 – lato
Kod ISO 3166 TR
Domena internetowa .tr
Kod samochodowy TR
Kod telefoniczny +90

1 Dane szacunkowe za World Gazetteer [1], CIA The World Factbook szacuje liczbę ludności Turcji w 2007 roku na ok. 71 160 000 [2], Bank Światowy szacował w roku 2005 ludność Turcji na ok. 72 600 000 [3], według ostatniego spisu powszechnego z 2000 roku, liczba ludności Turcji wynosiła ok. 67 800 000

** Dane pochodza z Wikipedi i po weryfikacji zamieszczam je w tym poscie.Po co sie wysilac jak juz, ktos to za mnie zrobil..zyskam czas na powazniejsze tematy:)

MENTALNOSC TURECKA CZ.3

Stanie w kolejkach nie przychodzi latwo chyba nikomu z nas.
Turkow jednak w wiekszosci kolejki nie obowiazuja..nie uznaja ich i zrobia wszystko by dopchac sie pierwszemu do kasy czy kontroli paszportowej..wyjscia badz wejscia.
Niejednokrotnie otwierajac sobie drzwi by wyjsc badz wejsc nie mialam sposobnosci sie do nich dopchac ..bo jak je juz otwarlam to Ci co byli na zewnatrz wpychali sie na sile..czesto tratujac mnie i czyniac uwagi typu..ze powinnam sie posunac bo stoje im na drodze:) a Ci co byli wewnatrz wychodza przepychajac sie..rzadko dziekujac choc i tacy sie zdarzaja.


Nie jest to zabawne jak zdarza sie czlowiekowi praktycznie codziennie.Podstawy savoir vivre nie maja tu specjalnego zastosowania.Nie wielu Turkow spytanych o "ta" nazwe, nie wiedzialoby, co to w ogole znaczy.Ale sie tym nie nalezy przejmowac..juz sie nauczylam, ze nie mozna byc zbyt zorganizowanym i nadmiernie uprzejmym bo moze to byc zle zrozumiane.
Tak wiec do dziela..rece nogi lokcie i toruj sobie czlowieku droge ..troche sie natrudzisz ale mniej czasu stracisz oczekujac zrozumienia z drugiej strony:)
Coz taka odmienna mentalnosc...

TELEFONY..TELEFONY..


Türk Telecom dziala wcale wcale dobrze ..czesto jednak zdarza sie, ze zapominaja, ze ktos oddajac swoj numer zmienil go na inny , gdzies indziej..w rejestrach jednak widnieje nadal stary wlasciciel przez co nowy moze miec urwanie glowy z pomylkami telefonicznymi.Zasada ogolnie stosowana..dzwoniac do kogos nie maja zwyczaju sie przedstwic nie mowiac o przeproszeniu za pomylke.Zato zapytaja " a Ty kto" albo " a z kim ja rozmawiam"..

Taki obrot rzeczy nie tylko mnie razi i boli ale rowniez, tych Turkow , ktorzy podobnie jak ja maja wlasne bardziej kulturalne nastawienie...stanowimy jednak mniejszosc.Jezeli jest sie w mniejszosci i ma sie racje..to w sumie tak jakby sie jej wcale nie mialo.

Ja jednak wole napis "wstep wzbroniony" anizeli "wyjscia nie ma"

poniedziałek, 26 maja 2008

CO WARTO ZWIEDZIC...

Najczesciej przed wyjazdem do Turcji zaczynamy sie zastanawiac co ciekawego mozna zobaczyc w tym egzotycznym kraju.Stresujemy sie..biegamy za dobrymi przewodnikami..wertujemy je..i...Zaczynaja sie dylematy typu..gdzie pojechac,co zobaczyc i co takiego zabrac ze soba w podroz by w razie potrzeby miec pod reka a nie dzwigac zbednego balastu.Taki mini poradnik turysty znajdziecie i na tym blogu.Ten poradnik pisze z perspektywy wykonywanego zawodu.Jako przewodnik moge sluzyc kilkoma cennymi wskazowkami.Moze sie komus ..kiedys..przydadza:)

Istnieje tzw.Pakiet podstawowy miejsc, ktore koniecznie nalezaloby odwiedzic bedac tutaj.Nie po to czlowiek leci czy jedzie tyle tysiecy km.by potem posiedziec w hotelu i wylezec sie na plazy..bo ile mozna.Nie mowie, ze powinno sie tylko zwiedzac i "padac na nos" uczestniczac we wszystkich wycieczkach fakultatywnych..(zdarzaja sie i tacy..:))aby po wakacjach czuc sie bardziej zmeczonym niz przed ich rozpoczeciem.

Turcja jednak ma tak wiele do zaoferowania turystom, ze byloby to swoistym marnotrastwem czasu i pieniadza by nie zobaczyc choc skrawka tej oferty.Oczywiscie to moje prywatne zdanie..w dodatku przewodnika i wielbicielki objazdowek..ale staram sie byc w miare mozliwosci obiektywna.


LISTA MIEJSC WARTYCH ZOBACZENIA

1.EFEZ miasto antyczne w rejonie M.egejskiego.

2.PAMUKKALE ( bawelniane zamki) tarasy wapienne i zrodla termalne.Antyczne miasto Heropolis oraz cmentarz Necropolis z doskonale zachowanymi sarkofagami z roznych wiekow.Jeden z najlepiej zachowanych teatrow antycznych.

3.DALYAN...grobowce wykute w skalach.Malowniczy zakatek ulubiony przez zolwie wodne terapiny oraz olbrzymy Caretta Caretta.Kompiele w blotkach siarczanych oraz rejs statkiem na plaze Iztuzu ...tam , gdzie rzeka spotyka sie z Morzem srodziemnym.

4.KONYA Muzeum Mevlany..KAPADOCJA..koscioly w skalach, masta podziemne,Dolina Ihları Karavansaray Sultan Hanım.

5.ANTALYA, MANAVGAT..wodospady.
6.TARSUS miasto Sw.Pawla.
7.ANTAKYA.
8.GORA NEMRUD...piaskowe glowy.
9.SUMELA..koscioly w skalach ..rejon Morza czarnego.
10.DROGA LIKIJSKA...FETHIYE..Kanyon Saklıkent, grobowce w skalach Telmesos.Sniadanko w Yakaparku..park z wodospadami.

11.VAN najwieksze jezioro Turcji..Wschod.
12.DOĞU BEYAZIT..Meczet Paşa Cami.Wschod.
13.Istanbul

To podstawy...ale istnieje wiele pieknych lecz mniej znanych miejsc.
Suluze pomoca dla zainteresowanych:)

TURECKIE OBYCIE..


TELEFONY...
Nie nalezy sie dziwic, jezeli ktos pewnego dnia zadzwoni na nasza komorke albo telefon domowy i nie przedstawiajac sie oraz nie mowiac dokad chce zadzwonic zarzada odpowiedzi na pytanie ..kim jestes..gdzie on dzwoni i dlaczego Twoj numer to Twoj numer jak powinien nalezec do kogos tam..Mozna naprawde dostac nerwowych drgawek jezeli tego typu telefony zdarzaja sie sukcesywnie.Poczatkowo moim automatycznym odruchem bylo odpowiadanie na zadane pytanie..to pierwsze bo przy drugim dochodzilam do siebie by zmienic taktyke wypowiedzi na ostrzejsza.W tej chwili odbierajac telefon i slyszac w sluchawce..halo a Ty to kto(doslownie).. odpowiadam A Wy to kto i z kim chcial Pani/Pan rozmawiac?Skutkuje tak, ze osoba po drugiej stronie sluchawki czuje sie zdezorientowana i zaczyna udzielac odpowiedzi na stawiane jej pytania.W najgorszym razie rzuca sluchawka bez slowa(to sie zdecydowanie czesciej zdarza)

Picasa Web Albums - Nika - TURCJA BLOG

Picasa Web Albums - Nika - TURCJA BLOG

niedziela, 25 maja 2008

TURECKA MENTALNOSC...cz.2

2 ZDANIA O MALPOWANIU...

..."NASLADOWNICTWO JEST NAJLEPSZYM KOMPLEMENTEM".....



Turcy dziela sie na tych co sa bardzo tworczy i maja glowe pelna pomyslow.. oraz...na tych co brak im zapalu i checi tworzenia ale potrafia doskonale kopiowac..pomysly tworczych rodakow..ja ich nazywam KOPIATORAMI;).Taki kopiator nie spocznie dopoki nie wykradnie badz nie podpatrzy cudzego pomyslu.Tak jak Chiny przescigaja sie w kopiowaniu roznych rzeczy Turcy maja podobnie.Co jest zabawniejsze..ze nie jednokrotnie kopie sa lepsze od oryginalu.
Pamietam jak moj znajomy opowiadal zdarzenie od siebie z pracy..pracowal dla fabryki jako konsultant jakosci.Fabryka produkowala i nadal to robi..podzespoly i czesci do Volvo..rzecz jasna na Turcje.Volvo poszukiwalo producenta w Turcji dla swoich produktow.Dotarli do owej fabryki..jakie bylo ich zdziwienie jak fabryka wyslala im probki swoich(podrobionych) produktow..Volvo wydalo opinie mowiaca, ze podrobki okazaly sie byc wytrzymalsze i jakosciowo nie odbiegajace od ich oryginalnych standartow.Podpisali porozumienie i nie bylo mowy o dochodzeniu na drodze prawnej.



Na rynku mozna znalesc wiele podrobek znanych firm..nazywa sie je tutaj "oryginalne podrobki"...sa tez i oryginaly..gdyz fabryki bedace relatywnie tanie w produkcji maja umowy podpisane z wieloma zagranicznymi kontrahentami.Niektorzy nawet inwestuja tu w budowe wlasnych fabryk..podobno oplacalne.

Dalej o KOPIATORACH..."mniejszego kalibru"

Jak sasiad wpadl na pomysl od innego sasiada, zeby otworzyc sklep z obuwiem badz spozywczy to moze byc pewny, ze jego kolega badz inny nieznajomy widzac , ze tamten otwiera swoj interes ..rowniez znajdzie sposobnosc by otworzyc swoj..tuz obok .. takim to oto sposobem" reakcji lancuszkowej" w niedlugim czasie na jednej ulicy pojawi sie 10 albo 20 sklepow takiej samej branzy.W kraju w ktorym handlowe pojecie prawne " uczciwej konkurencji " nie istnieje w wymiarze prawnym...istnieje w naturze wynikajacej z "reakcji lancuszkowej"..ale bledem byloby myslec, ze ceny pojda w dol..wrecz odwrotnie..bo jakze inaczej..moj towar (co z tego , ze ten sam)jest inny..lepszy.. niz mego sasiada.Dopiero jak brak popytu na towar to wtedy bedac "przycisnietym do muru"..nasz sprzedawca opusci cene.

"Wolnoc Tomku w swoim domku..."cisnie sie na usta.

wtorek, 20 maja 2008

TURECKA MENTALNOSC...cz.1

Turcy..to ludzie serdeczni i chetnie niosacy pomoc.Mowia o samych sobie, ze sie duzo usmiechaja..i w sumie jest w tym stwierdzeniu wiele prawdy:)
Mentalnosc turecka nakazuje im nie skupac sie zbyt dlugo wokol jakiegos problemu...Generalnie mozna wtedy uslyszec..No Problem albo Problem yok abi/kardeşim(nie ma problemu bracie starszy/mlodszy)Jezeli znalazles sie w trudnej sytuacji to z pewnoscia jakich przygodny nawet Turek chetnie pospieszy Ci z pomoca i pomoze zalatwic sprawe..:) Chec niesienia pomocy jest tak wielka, ze czesto chca ja niesc nawet gdy z jakiejs przyczyny nie maja ku temu mozliwosci...np.Pytasz kogos o droge..wyjasni Ci jak nie dojechac do celu podrozy o, ktory pytasz..bo o tym , ze on jest yabancı(nie z tego miasta) dowiesz sie na samym koncu jak juz bedziesz miec totalny metlik w glowie..Jezeli spytasz o droge w Ankarze..to rob to w miare cicho..bo jak uslysza inni to zrobi sie wokol Ciebie tlum chcacych objasnic droge..kazdy na swoj sposob.. chetnych Turkow..rezultat: Ty nadal nie wiesz nic ...a Oni jeszcze po Twoim odejsciu kloca sie kto mial racje:)

Zdarza sie i tak, ze jezeli pytany nie zna odpowiedzi na Twe pytanie..to wykona tzw."telefon do kolegi" by spytac czy przypadkiem on wie...niejednokrotnie jednak
dowiaduje sie, ze kolega tez nie wie..

Dlaczego nie wie..bo Turcy nie maja zdrowia , silnych nerwow i ciagotek do czytania ksiazek i poglebiania swojej wiedzy na wszelkie inne sposoby.Oczywiscie w tej chwili generalizuje bo sa i tacy Turcy co stanowia wyjatek od reguly:)ale poniewaz jest ich znakomita mniejszosc ..to nikna w tlumie..

Teraz na pewno nie jeden dumny Turek sie obrazi albo oburzy na to co mowie..dlaczego?..bo Turcy mimo swej serdecznosci dla innych to zupelnie nie aswertywny narod.Co oznacza, ze nie znosza krytyki innych wobec nich..badz przyjmuja ja jako ujme.Potrafia sie wtedy obrazic i "stroic fochy" jak dziecko badz nastolatka w okresie dojrzewania.Istny koszmar taki brak tolerancji na krytyke...kazde slowo jakie wypowiadam w ich kierunku waze dokladnie..bo malenka nawet rzecz moze urosnac do rozmiarow katastrofy osobistej.
Turcy nie posiadaj rowniez moznosc krytykowania samego siebie...ale za to doskonale wychodzi im krytykowanie innych..ooo w tym to sa Mistrzami..!

Sa tak otwarci na krytyke innych, ze najmniejsza rzecz potrafia wytknac czlowiekowi palcem ..a co gorsza przy wszystkich..:)bez zmruzenia oka.
Niejednokrotnie dochodzi do nieporozumien ...szczegolnie jezeli obcokrajowiec(yabancı) chcie cos dowcipnego powiedziec a Turek tego nie zrozumie jako zartu..Najgorzej jest jak sie komus powie " a co Ci do tego ".."Bundan Sana ne"..nawet w zartach powiedziane jest to zdanie powodem do obrazy na dlugi dlugi czas..moze byc jeszcze dluzszy jak czlowiekowi nie przyjdzie na mysl zapytanie co sie stalo..i wyjasnienie, ze to nie takie straszne u nas:)

"BUNDAN SANA NE"..

Mieszkajac tutaj ..to zdanie mozna i w sumie trzeba by wypowiadac dosc czesto..dlaczego? Poniewaz Turcy bardzo czesto zyja cudzym zyciem a nie swoim wlasnym..obserwuja..nawet jezeli nie maja danych o Tobie to potrafia sobie wlasna historie dorobic..mozna sie wtedy dowiedziec roznych ciekawych rzeczy na swoj temat o, ktorych nie mialo sie wczesniej "zielonego pojecia"..

Kiedys bardzo mnie to draznilo..Teraz zaprzestalam "walki z wiatrakami" bo to nie takie proste zostac Don Kichotem w Turcji:)w tej chwili nawet nie staram sie odkrecac tych plotek..bo wtedy sie okarze, ze oni mieli jednak racje..:)Kolko sie zamyka..
Turcy maja tez problemy z organizacja prac i kolei ich przebiegu.Wszystko jedno czy to w biurze czy przy budowie domow czy ulic.Turcy dzialaja na impuls..wpierw zrobi potem pomysli..ale nie czy dobrze zrobil ..tylko jak to co "zepsul" naprawic..;)
Rezultat: nic nie dziala w systemie..ja mowie..brak systemu staje sie z czasem systemem samym w sobie.
Wyniki obserwujemy na codzien.Chaotyczna zabudowa..rozkopane nowe drogi..bo kladac asfalt zapomnieli , ze studzienki sciekowe tez sie czasem przydaja.
Kiedys dwojka moich turystow ..architekci z Krakowa..Zapytali mnie jak to jest , ze Turcy majac tak piekny kraj, ktory moglby byc doslownie Rajem na Ziemi robia wszystko by zamienic go w "Pieklo"?..mysle, ze na to pytanie nie mozna odpowiedziec...ja nie potrafie.

poniedziałek, 19 maja 2008

CUDZOZIEMIEC W OCZACH TURKOW..

Turcy to bardzo usmiechniety i pozytywnie nastawiony do ludzi narod,chetnie niosacy wszelakiego rodzaju pomoc..to jest to co w Nich kocham i nie jednokrotnie doswiadczylam..jednak ten TECZOWY Narod ma swoja zmore..klasyfikowanie ludzi po wygladzie i pochodzeniu.Ma to szczegolnie miejsce w turystycznych rejonach Turcji, gdzie co dzien spotyka sie roznego typu masci ludzi.

Cudzoziemcy postrzegani sa przez pryzmat turystow odwiedzajacych Turcje.
Niejednokrotnie dla Turkow, ktorzy nigdy i nigdzie nie wyjechali poza granice swego kraju czasem nawet i miejsca zamieszkania...zagranica kojarzy sie z pieknym SNEM.. obcokrajowiec kojarzy sie z niczym innym jak z dobrobytem, wysoka stopa zyciowa a czesto tez i z rozwiazloscia.Wielum wydaje sie, ze my obcokrajowcy doslownie "siedzimy na gorze pieniedzy":)a nasze zycie to wiecznie trwajaca zabawa.Mrzonka o cudownym zyciu na Starym Kontynencie jak i Ameryce sprawia, ze Ci nieswiadomi rzeczywistosci ludzie tesknia za podobnym zyciem dla siebie i ich rodzin...a zycie cudzoziemca ...staje sie nie do pozazdroszczenia..przeplaca za towary niemal wszedzie..chyba, ze nawiazal juz jakies znajomosci to ma wtedy szanse zaplaty po znajomosci..Ja osobiscie bardzo sobie cenie takie znajomosci..:)

Wystarczy, ze nie wygladam na turczynke i mimo , iz mieszkam tu tyle lat to postrzegana jestem jako turystka...o zgrozo.

Dobrze jest mowic w jezyku tureckim..oj to wtedy stajesz sie jednym z Nich..stajesz sie nietykalny(zalezy..hehe)ale napewno faworyzowany czesto do przesady.Ceny tez ida w dol! ;)

Pamietam wiele takich zdarzen z autopsji..opisze tylko jedno..

Co sobote chodzilam na bazar by zaopatrzyc sie w podstawowe art. spozywcze..i warzywa oraz owoce.Na takim bazarze zawsze kupuje u stalych sprzedawcow...towar mam juz sprawdzony i nie martwie sie, ze dostane cos innego niz to na co patrze;)
Tego dnia przypomnialo mi sie, ze potrzebuje cukru.Zawsze kupuje 2 kg, zeby nie biegac za czesto...cukier w Turcji nie jest tani..coz:)Poszlam do tego samego sprzedawcy ale zastalam jego kolege..poprosilam o 2 kg cukru ...on nie znajac mnie rzucil mi taka cena, ze az mnie przytkalo(co sie rzadko zdarza..hehe)jak tylko doszlam do siebie..spytalam a odkad cena, az tak drastycznie ulegla zmianie..czyzby jakas nieoczekiwana podwyzka rzadu..a on na to, ze nie , ze zawsze taka byla..we mnie sie zagotowalo.Odparowalam..ciekawe..dla kogo taka stala ta cena bo ja czesto kupuje ale ta cena jest przesadzona.W tym momencie nadszedl "moj sprzedawca"..rozpoznal mnie a jakze..i mowi do drugiego slyszalnym szeptem...hehhe
To nasza abla.. o bizden(to nasza siostra..ona jest z naszych)...nie zdziwie Was chyba mowic, ze cena cukru drastycznie spadla..:)tamten jednak... byl czerwienszy od buraka..przepraszal caly czas odwazajac cukier..

O BIZDEN ;)..to zawsze dziala!

BLONDYNKA W OCZACH TURKOW...

Nic nam nie wychodzi lepiej jak etykietkowanie ludzi..sadzenie po pozorach..po posiadaniu badz nie, atutow symbolizujacych ich prace,status posiadania czy wyglad...przykre..

"JEDYNYM SPOSOBEM POZBYCIA POKUSY..JEST PODDANIE SIE JEJ"..S.J.LEC


Jestem blondynka, przyjezdzajac do Turcji nie spodziewalam sie, ze kolor wlosow moze miec az tak istotne znaczenie w postrzeganiu czlowieka przez czlowieka.Nie tylko mnie oczywiscie ale wszystkich o innym kolorze wlosow i odcieniu skory od kruczowlosych i sniadych karnacja Turkow.

Zwazywszy, ze mieszka tu spora liczba uchodzcow z roznych stron, ktorzy wymieszali sie z ludnoscia rdzennnie turecka to myslenie, ze tylko ciemnowlosi Turcy zamieszkuja Turcje jest bardzo mylne i stereotypowe.Zgodnie z zasada, ze przeciwienstwa sie przyciagaja...w Turcji funkcjonuja mity i wyobrazenia opatrzone konkretna etykietka...sami Turcy mowia, ze maja "slabosc" do blondie wlosow..a szczegolnie do kobiet w tym jakze pozytywnym kolorze opatrzonym negatywnymi stereotypami.

Postrzeganie blondynki jako kobiety "lekkich obyczajow" i sklonnej do zawierania wszelkiego typu znajomosci tylko w jednym celu...jakim..latwo sobie wyobrazic...jst tutaj bardzo powszechne.
Warto jednak wyjasnic skad wzial sie taki stereotyp w mysleniu przecietnego Turka..
Jeszcze 30 albo ciut wiecej lat temu malo kto mialby takie skojarzenia..teraz praktycznie wszyscy z nielicznymi wyjatkami..sadza, ze latwo moga taka blondie poderwac i "skonsumowac".Nie ma mowy by ladna..blond dziewczyna spokojnie przeszla ulica bez zaczepki czy jakiejs docinki.Niektorzy Panowie robia to z wyczuciem inni bez ograniczen.Goraca srodziemnomorska krew gotuje sie w nich do temp.duzo ponad 100C!A Turczynki..sa po prostu zazdrosne..trudno sie im dziwic:)nie ma to jednak wiekszego znaczenia dla czesci meskiej spoleczenstwa:)Innych kolowrow wlosow Panie tez sa na calkiem dobrej pozycji jezeli chodzi o popularnosc..warunkiem jest, ze to nie Turczynka;)
Istnieja dwa glowne czynniki, ktore staly sie powodem takiego nastawienia do blond pieknosci badz watpliwych pieknosci koloru blond:)

1.Winni sa turysci z roznych krajow przyjezdzajacy tu na urlop i szukajacy rozrywki w danym kierunku nie przebierajac w towarzystwie.Czesto placac za swiadczone uslugi sowicie(tak robia przede wszystkim Angielki).Znajomosci rozpoczynajace sie od slow..hello my friend!(jak ja tego niecierpie) czesto koncza sie zle lub tragicznie bardzo rzadko dobrze..

2.Naplyw kobiet o najstarszym zawodzie swiata z takich krajow jak Ukraina, Rosja, Balorus,Gruzja..tam , gdzie problemy z praca i slaba , zniszczona przez system gospodarke.Polki chcac nie chcac dolaczyly do tej grupy..bo do calkiem niedawna przecietny Turek nie wiedzial, ze Polska to nie Rosja ..Tak przypadlo nam w udziale watpliwe szczescie dzielenia tego samego losu z kolezankami zza miedzy..:)
Jak jestes Polka mowiaca po turecku nie daj Boze blondynka..to dla Turka jestes Rosjanka..bo wg. nich tylko one tak szybko ucza sie tureckiego..co sie im niewatpliwie przydaje w kontaktach miedzy ludzkich;)


MOJ PRZYPADEK..

Sama majac jeszcze wize doswiadczylam ponizajacego traktowania ze strony Celnikow w Kuşadası, ktorzy zapowiedzieli mi, ze jezeli opuszcze port w Kuşadası to mam sobie szukac innego tureckiego portu by wplynac do niego spowrotem.Mialam wize, niestety nie wazna od 1 dnia gdyz, minal jej termin(czego nie zauwazylam bo data byla lekko zamazana na pieczatce)..powinnam wyjechac z Turcji i wjechac spowrotem by uzyskac wazna wize..jednak bylam w szoku po tym co uslyszalam..spytalam dlaczego mam szukac sobie innego portu(to nie takie proste).. a oni mi na to , ze wiele jest kobiet lekkich obyczajow, ktore tak jak ja chca dzialac w Turcji.."szczeka opadla mi do kolan" doslownie!Tak sie wsciaklam i moj przyszly maz rowniez, ze sprawa zawedrowala do Naczelnego Urzedu Celnego w Ankarze i Glownej Komendy Policji rowniez w stolicy.Rezulltatem byla wizyta Glownego komendanta Policji z Ankary w Kuşasadı w obecnosci mojego meza.Urzednicy dostali nagane a ja mialam za tydz. ponownic probe wyplyniecia na Samos(grecka wyspe) w celu otrzymania nowej 1msc. wizy tureckiej.Jak pojawilam sie w porcie to tym razem bylam mile zaskoczona..jakby mogli to by mnie famfarami powitali i rozwineli czerwony dywan.
Bardzo chcieli mi nawet pomoc w wypelnieniu formularza potrzebnego do zaplaty kary za opoznienie wyjazdu w wys.100 USD co w tamtych czasach bylo jak rownowartosc 200USD.Zapytali czy chcialabym sie nauczyc tureckiego.Ja wspominajac zeszle zajscie nie potrafilam sie nawet usmiechnac..bylam wsciekla i tylko zaciskalam zeby by mi nerwy nie puscily...bo jezor mam ciety a potem moglabym sama tego zalowac.Dosc mialam stresow.Nie trza mi bylo kolejnego.

To nie jest jedyne me przykre doswiadczenie ale najgorsze.Inne doswiadczenia to takie, ze nie moge spokojnie poruszac sie ulicami, zeby nie slyszec cmokania(oznacza zachwyt badz odwrotnie bark zrozumienia) czy tekstow typu..dokad idziesz sliczna, moze sie zabawimy itp.To spowodowalo, ze malo chodze sama po ulicach, rower mam ale jezdzic na nim nie jezdze mimo szczerych checi.Zle sie czuje z tym wszystkim.Jezeli wychodze to mp4 w uszy i okulary sloneczne na nos..nie widac mnie i nie slysze..to najlepsze wyjscie...kompletna ignorancja.

Abstrachuje juz od faktu, ze stale mam problemy ...z blond wlosami..ktos powie dlaczego sie nie przefarbujesz..zrobilam i to..ale zle sie czulam.A ze mam jesne brwi(ktore retuszuje) to nie ominela mnie lawina pytan o moj wlasciwy kolor wlosow..i tak niedobrze i tak zle..

UWAGI ODE MNIE..mozna..lecz nie trzeba sie do nich stosowac ...ale warto:)

Dziewczyny, ktore lubia nosic sie krotko i jednokrotnie bardzo wyzywajaco by sie nie zdziwily...nie jestescie jedyne w polu zainteresowania ale z pewnoscia bedziecie postrzegane jako te "latwo osiagalne"...niektorym to moze odpowiadac.Ja jednak uwazam, ze przesada w zadna strone nie jest wskazana...Dobrze to sobie przemyslec.

"Rzeczywistosc ma granice...Glupota ich nie ma"

sobota, 10 maja 2008

O MNIE ODE MNIE NA TEMAT:)



Mam na imie Monika..mieszkam w Turcji od blisko 9 lat.Przyjechalam do tego kraju nie bardzo wiedzac czy faktycznie dobrze robie.I tak po naleganiach meza(za maz wyszlam w 2000 roku)jestem tutaj..i nadal zastanawiam sie czy dobrze zrobilam przyjezdzajac do kraju, o tak odmiennej kulturze i obyczajach oraz nasilajacym sie w ostatnich latach.. bardzo skrzywionym swiatopogladzie.Nie jest mi lekko ani tu mieszkac ani cieszyc sie tym, czym do tej pory bylo dane mi cieszyc sie w Polsce.Wiem..nie mozna miec wszystkiego..ale ja, az tyle nie oczekiwalam.Chcialam tylko zaspokoic swe podstawowe potrzeby...niestety nie udalo sie i to na pewno nie jest rezultatem mej nieudolnosci zyciowej bo do tego typu ludzi po prostu sie nie zaliczam.
Tlumaczylam sobie, ze poczatki zawsze sa trudne..dlatego tez, moje nie byly latwiejsze.Przyjechalam kompletnie nieprzygotowana do zycia tutaj.Cale dziecinstwo od 10 roku zycia bylam pewna, ze nie bede mieszkac w Polsce, ale nigdy nie myslalam o Turcji jako kraju przeznaczenia...coz niezbadane sa wyroki boskie:)Cos za cos..
Moja decyzja byla rowniez i niespodzianka dla mnie samej.Bedac w Turcji po raz pierwszy w celach turystycznych zachwycilam sie krajobrazami i klimatem..oblednie wygladajacymi owocami i pysznymi warzywami..palmy,slonce nawet blekit nieba wydawal mi sie piekniejszy.Morza otoczone gorami..cos o czym marzylam bedac dzieckiem a potem nastolatka.Patrzac na uksztaltowanie terenu w Polsce i innych krajach Europy myslalam, ze gory i morze ujrzec w jednym miejscu to graniczy z cudem..a jednak:)..Moj wielki zachwyt tym wszystkim sprawil, ze nie dostrzeglam wielu innych mniej pozytywnych stron zycia tutaj.Trudno tak zrobic to z pozycji turysty..nawet jezeli jest sie na 3 tyg. wycieczce objazdowej.
Tak sie zaczela przygoda mego zycia tu w Azji...ktora trwa do dzis.Spotkalo mnie tu wiele milych i mniej sympatyczniejszych chwil, ktore zlozyly sie na kalejdoskop mego zycia..pozostawiajac po sobie smak i zniesmaczenie oraz mieszanke wielu przedziwnych uczuc...

COS ZA COS..:)

Musze przyznac, ze wiele sie tutaj nauczylam, bedac zaradna stalam sie Mistrzem zaradnosci przez nauki jakie wynioslam:)Tym trudniejsze to bylo, gdyz...
nie wszystko moj europejski.. i bardzo przywiazany do tradycji mozg, byl w stanie przyswoic,przetworzyc i zaakceptowac.No jeszcze z przyswojeniem nie bylo tak zle jak z akceptacja przyswojonych zachowan,kompletnie innego podejscia do zycia.Nie mowiac juz o wdrozeniu ich w zycie w toku myslenia, ktore znalam do tej pory...

Pierwsze 3 lata byly istnym koszmarem...bark znajomosci jezyka a do tego przeswiadczenie i perspektywa,ze te wszytkie dlugie lata nauki w Polsce poszly na marne bo nie takie to proste zaczac prace w obcym kraju, wcale a wcale nie bedac przystosowanym do zycia w nim.Nie znajac jezyka, obyczajow ..bedac kompletnie "zielonym"..

Znajomi mowia mi, ze decydujac sie na wyjazd do Turcji rzucilam sie na "gleboka wode"....tak ...dobrze, ze plywac potrafie od dziecka...bo az strach pomyslec:)
Nie musze mowic..ale powiem, ze podziwiaja mnie za to co zrobilam i dokonalam do tej pory...mowia, ze jestem bardzo odwazna, ze mam ta odwage, ktorej oni nie maja.Z perspektywy czasu i doswiadczen musze przyznac im racje...tak pocichu..psst bo ktos jeszcze uslyszy:)

MOJE OSIAGNIECIA...

Czego takiego dokonalam...1.nauczylam sie jezyka(a to nie lada osiagniecie;)..przygotowuje sie do egzaminu z tureckiego..jestem samoukiem..moja znajomosc tureckiego "rodzila sie w wielkich bolach"..a dyplom..nic dodac nic ujac.. sprawi mi dzika satysfakcje jak i otworzy Wrota ciekawej perspektywy..;)
2.zostalam wcale wzietym i nawet;) lubianym przewodnikiem wycieczek...co nie jest takie proste jaby sie moglo wydawac...

W wolnym czasie , ktorego mam, az nad to poza sezonem uprawiam tworczosc wlasna radosna.Miedzy innymi..jestem na etapie pisania ksiazki z moimi opowiadaniami..mam nadzieje, ze znajdzie sie ktos, kto to bedzie chcial wydac..jezeli nie to...czarny scenariusz... wsadze me opowiadania do szuflady i bede delektowac sie sama tym co stworzylam..i dam poczytac znajomym..a Swiat nie bedzie wiedzial co stracil..hehe.

3.otrzymalam drugie obywatelstwo(to juz raczej nie moja zasluga..ale nadal osiagniecie..ktore zawdzieczam bardziej systemowi i porozumiom miedzy oboma krajami)Ciesze sie, ze nie postawiono mnie przed wyborem albo albo bo skomplikowaloby mi to zycie...nie zrezygnowalabym z polskiego obywatelstaw za nic ...mam tureckie, co Turkom daje prawo nazywania mnie Ich Turczynka:)..a do tego nadano mi przydomek tak jak wszystkim paniom,ktore sa zamezne..mianowicie Gelin(panna mloda, tur.ta, ktora przyszla(z zwenatrz)..ale o przydomkach pozniej:)

4.Nie udalo sie mie sturczczyc.. co oznacza w tureckim..türkleştirilemez birisiyim;)).. lecz z biegiem dni z biegiem lat wpasowalam sie czesciowo w turecka spolecznosc co postrzegane jest z obu stron zarowno tur. jak i pol.jako moje sturczczenie..nic bardziej blednego..takie sa jednak wymogi zycia we wzglednej symbiozie spolecznej.

5.Zrozumialam co oznacza slowo Patriotyzm w jego rzeczywistym znaczeniu..a nie puste slowo...nauczyli mnie tego Turcy..chwala im i maja za to ma "do zgonna" wdziecznosc oraz wieliego plusa!

6.Ze wzgledu na czeste przepwowadzki, ktore sie staly moim udzialem..charakteryzuje mnie perfekcyjna mobilizacja i szybkosc pakowania rakiety odrzutowej..mieszkalam juz w roznych rejonach Turcji poczynajac od Tracji(Edirne),przez Alanye, Didim (tam spedzilam 4 ostatnie lata) az do mego ladowania w Izmirze..:)W zwiazku z wykonywana praca nie ma resortu w Turcji w ktorym bym nie pracowala i, ktorego bym nie opanowala do znanej tylko sobie perfekcji.Ja juz tak mam..nie spoczne, dopoki nie zdobede dostatecznej wiedzy na temat miejsc prze ze mnie odwiedzanych czy tez zamieszkiwanych.

JA...I.. DZISIAJ...BO CO JUTRO PRZYNIESIE..KTORZ TO WIE...


IZMIR..KONAK

Mieszkam w pieknym miescie Izmir ..narazie, bo mam inne plany:)O miescie w pozniejszych postach..
Jest tutaj wielu Polakow, z ktorymi sie spotykamy co jakis czas..jest wtedy super..szkoda, ze nie da sie tak czesciej bo w sumie kazdy z nas teskni za rozmowami i byciem w grupie..to jest oczywiscie moje zdanie ale poszerzone o spojrzenie innych, z ktorymi rozmawiam na Skype..lub wisze godzinami na telefonie(o zgrozo te rachunki)Zabawne jest to, ze jestesmy w tym samym miescie..blisko siebie a jednak taaak daleko:)Zycie..
Ciesze sie, ze udalo mi sie spotkac odpowiednich ludzi o bardzo serdecznym usposobieniu, ktorzy podobnie jak ja doswiadczaja zycia tutaj...W kraju slonca,oliwek,strzelistych gor i rwacych strumieni, ktorych piekno przeslaniaja troski zycia codziennego.

Udalo sie nam nawet zorganizowac Wielkanoc po polsku..niesamowite przezycie, ktore opisalam pewnej osobie w emailu..ale, ze mialam nastroj "ksiazkowy" to w sumie mam z tego calkiem calkiem opowiadanie..:)
Zamieszcze je w jednym z postow.Nikt, kto nie mieszkal za granica z ograniczonym kontaktem z rodakami lub samotnie nie spedzil choc 1nych swiat na obczyznie nie bedzie sobie w stanie wyobrazic co czuje czlowiek w takim momencie...i ile to dla niego znaczy.

Tak zycie tutaj zmienilo moje parametry postrzegania Swiata i Jednostki...